Rozterki nauczyciela wychowania do życia w rodzinie

Rozterki nauczyciela wychowania do życia w rodzinie

Łatwo czy trudno być nauczycielem tego przedmiotu ?

Z jednej strony łatwiej niż każdego innego: nie ma klasówek do sprawdzania, nie trzeba wystawiać ocen – cały ten harmider pod koniec semestru omija nas.
Z drugiej strony trudniej. Żeby lekcja „wyszła” trzeba poświęcić wiele czasu na jej przygotowanie. Niekiedy – nagimnastykować się nieźle, żeby zachęcić, wręcz sprowokować uczestników do dyskusji, obojętnych- zainteresować tematem, nie zawsze przecież porywającym. Wreszcie – pokonać własne opory przy omawianiu niektórych zagadnień.
Rzeczywistość czasem nas przerasta, w końcu swoje 18 urodziny świętowaliśmy jakiś czas temu. Gazety z naszej młodości nie traktowały tak otwarcie pewnych zagadnień. Nie mówiono w nich o antykoncepcji, „pierwszym razie”, a intymne sceny w filmach ograniczały się do niewinnego pocałunku.


Jak pokonać własne opory przed mówieniem o sprawach płci? Jak reagować, kiedy wg naszej oceny sytuacja na lekcji „wymyka się z pod kontroli”, np. widzimy rozbawione twarze, słyszymy śmieszki, czy niewybredne komentarze ?

Rozpatrzmy to na przykładzie lekcji dotyczącej budowy układu rozrodczego. Niezależnie wg jakiego programu pracujemy, przed zajęciami na których mówimy o dojrzewaniu, powinniśmy zapoznać uczniów z budową układu rozrodczego męskiego i żeńskiego. Lekcja wydawałoby się banalnie prosta.

Z czym zatem można mieć problem?
Chociażby z nazwami poszczególnych elementów tworzących układy rozrodcze. Słowa „pochwa” i „penis” wcale nie przechodzą tak łatwo przez gardło. Jeśli mamy tego rodzaju opory, musimy sami siebie przekonać, że zapoznanie z nimi uczniów jest konieczne. Jeśli uczymy co to jest pierwiastek, iloczyn, orzeczenie, to tym bardziej musimy nauczyć prawidłowych nazw części ciała człowieka – przecież taką terminologię spotkają w książkach i takich terminów będą używać podczas wizyty u lekarza.
Nie tylko my nauczyciele możemy czuć zażenowanie; zażenowani i zawstydzeni mogą być również uczniowie. To właśnie te uczucia wywołują reakcje takie jak śmiechy, żarty.

Czy można jakoś rozładować tę sytuację? Można przed wprowadzeniem tych pojęć poprosić uczniów, aby podali jak w dzieciństwie rodzice nazywali ich intymne części ciała.
Ważne, aby nauczyciel rozumiał skąd biorą się takie reakcje uczniów i traktował ich z wyrozumiałością i życzliwością.

Co może jeszcze stanowić ograniczenie dla prowadzącego? Strach przed pytaniami, które może wywołać ten temat, a właściwie strach przed tym, że nie poradzi sobie z odpowiedzią.
Tak naprawdę to jak my prowadzący będziemy się czuć na zajęciach, rzutuje na ich jakość i zależy w ogromnej mierze od nas samych.

Przystępując do lekcji powinniśmy:
-Być dobrze merytorycznie przygotowani,
-Mieć przekonanie że to co robimy jest ważne i potrzebne naszym uczniom,
-Wiedzieć, że pytania jakie padają na lekcji, nie są złośliwością skierowaną przeciwko nam, lecz wynikają z ciekawości, niewiedzy lub zasłyszanych stereotypów,
-Nie krytykować zadającego nam pytanie ucznia,
-Odpowiadać konkretnie na pytanie, nie rozwijając odpowiedzi w ocenę poruszanego tematu,
-Jeśli nie mamy dostatecznej wiedzy, aby udzielić odpowiedzi nie bójmy się powiedzieć, że udzielimy jej, po sprawdzeniu informacji .

Zatem łatwo, czy trudno być nauczycielem wychowania do życia w rodzinie?
To pytanie pozostawiamy otwarte.
Czekamy na Wasze głosy…

Udostępnij: Share on Facebook0Share on Google+0Tweet about this on Twitter0
Administrator

Masz pytanie? Napisz do nas na wychowanie@wychowanie.pl

Komentarze
  • Sierpień 3, 2017 at 10:12 am

    kasia
    Bardzo trudno.

  • Sierpień 3, 2017 at 10:13 am

    Slawek
    Jestem na początku tej trudnej drogi oświecania zakrytych obszarów zwulgaryzowanej świadomości młodych na tematy wszak nawet dla dorosłych trudne i nie do końca usystematyzowane.Obiecuję podzielić się doświadczeniami z pierwszych konfrontacji na „placu boju”

  • Sierpień 3, 2017 at 10:13 am

    ewa
    Prowadzę te zajęcia już od kilku dobrych lat. Początki były trudne właśnie ze względu na pewną wstydliwość tak jednej , jak i drugiej strony. Dziś nie czuję takiego skrępowania( i nie chcę tu mówić – to rutyna!) przy omawianiu wstydliwych tematów, bo wiem ,że moje zajęcia mają pomóc młodemu człowiekowi pojąć trudną sztukę bycia dorosłym w coraz to ,bądź co bądź ,trudnym życiu. Problemem, przynajmniej w moim przypadku ,jest brak stałego miejsca do prowadzenia zajęć ( chodzi mi o salę lekcyjną)w której można zgromadzić potrzebne pomoce i stworzyć odpowiednią atmosferę ciepła, poczucia bezpieczeństwa i anonimowości.Problemem jest też to, iż zajęcia muszą się odbywać na siódmej i ósmej godz. lekcyjnej. Wtedy młodzież jest już tak zmęczona lekcjami,że tylko myśli o tym by iść do domu, albo musi wybierać :kółko informatyczne, sks itd.-a może jednak ,,wychowanie do życia w rodzinie”. No cóż- ocenę i tak wystawi młodym kiedyś życie. I oby pozytywną!!!!!!

  • Sierpień 3, 2017 at 10:13 am

    Małgorzata
    Do rozterek autorki dołączam się całym sercem. I chcę dodać jeszcze jedną – jak wytłumaczyć dzieciom, że ten przedmiot jest ważny, skoro nawet nie ma go wpisanego na świadectwie szkolnym?

  • Sierpień 3, 2017 at 10:14 am

    ROMAN
    moje doświadczenie z wychowaniem do życia w rodzinie dopiero rozpocząłem pomaga mi w tym mój staż małżeński i przykłady zżycia. W szkole ponadgimnazjalnej moze byłoby lepiej cykl trzyletni złączyć i umieścić w planie rocznym. Co o tym myślicie?

  • Sierpień 3, 2017 at 10:14 am

    Ewa
    Właśnie dzisiaj miałam radę ped.Dyrektor zapoznał nas z głównymi priorytetami na ten rok szkolny,które wyznaczyło kuratorium.Z zadowoleniem przyjęłam ,że wreszcie góra zainteresowała się tym przedmiotem i może dzięki temu dyrektorzy dostrzegą wagę wdż.Jestem pedagogiem szkolnym w szkole podstawowej i posiadam kwalifikacje do nauczania tego przedmiotu.Zgodnie z wytycznymi przed rozpoczęciem zajęć spotykam się z rodzicami i przedstawiam im treści programowe.Tylko pojedynczy rodzice nie wyrażają zgody,pozostali bardzo przychylnie odnoszą się do zasadności prowadzenia tego typu zajęć.W mojej szkole uczniowie bardzo lubią te zajecia,wręcz licytują się,jak rozpoczynam pracę w grupach,która ma rozpocząć pierwsza.Jeżeli ma się odpowiednie przygotowanie,pasję,do tego lubi się młodzież to można na tych lekcjach wiele ważnych tresci przekazać,młodzież nie znosi fałszu i frekwencja jest najlepszym wyznacznikiem dobrych i ciekawych zajęć.Może hospitujący w tym roku zajęcia dyrektorzy też się czegoś nauczą?

  • Sierpień 3, 2017 at 10:15 am

    Aśka
    Uwazam ze zajecia z wychowania do życia w rodzinie są ogromnym wyzwaniem. Dają dużo satysfakcji jeśli uczniowie potrafią się otworzyć, sami podejmują rozmowę, przychodzą z pytaniami i problemami. Tu mamy dużo do zrobienia i zle ze przedmiot ten ciagle jet traktowany jako mało ważny dodatek do naszej edukacji.
    wiska
    Zdobyłam kwalifikacje do nauczania tego przedmiotu, gdyż uważałam cały czas, że młodzieży potrzebny jest ten przedmiot w szkole. Z własnych doświadczeń młodzieńczych wiemy jak mało wiedzieliśmy o życiu w rodzinie, klasie, o trudnych czasach dojrzewania. A do tego jeszcze te nurtujące nas pytania. Obacnie może dostęp do tych wiadomości jest już większy, ale w jaki sposób podawany to wszyscy wiemy. Dzieciaki lubią zachęcani rozmawiać i słuchać, pytać i dzielic sie tym co juz wiedzą. Nie mogę jednak pojąć w czym pojęcie np. „czasownika” jest ważniejsze od pojęcia „rodzina, dojrzewanie czy pochwa” kształcimy intelektualistów, którzy nie potrafią rozmawiać o swojej płciowości. O zgrozo!!!
    ambitny
    Bardzo trudne to zadanie.U mnie zajęcia odbywają się na zastepstwach. Powinno sie zrobić porządek z tymi zajęciami. Etat nauczycielski z wdzwr a nie tak z doskoku.

Zostaw komentarz

Wpisz komentarz.
Podaj swoje imię.
Podaj swój adres email
Podaj poprawny adres email.

Kod zabezpieczający *