Miłość i seks w kulturze starożytnego Rzymu

Miłość i seks w kulturze starożytnego Rzymu

Rodzina w starożytnym Rzymie stanowiła od początku silną i zwartą komórkę społeczną, w której władzę miał wyłącznie ojciec. W skład rodziny wchodzili: ojciec (pater familias), matka (mater familias), córki niezamężne, synowie ze swoimi żonami i dziećmi, wreszcie niewolnicy. Władza ojca rozciągała się na wszystkich członków rodziny. W czasach najdawniejszych miał on wobec dzieci prawo życia i śmierci; mógł uznać dziecko za swoje, mógł je porzucić. Z czasem to prawo zostało złagodzone. Nie zmieniło się jednak to, że synowie, nawet dorośli i żonaci pozostawali pod władzą ojca. Córki zaś wychodząc za mąż przechodziły pod władzę teścia.

Kobieta rzymska nie miała praw obywatelskich, jej obowiązki ograniczały się do zajmowania się dziećmi i gospodarstwem domowym. Rzymianka jednak korzystała z większej swobody niż kobieta grecka; mogła bowiem przebywać we wspólnych pokojach, a w atrium przy gościach występowała jako pani domu. Na co dzień brała udział w życiu towarzyskim, bywała na przyjęciach, na ucztach. Nadal nie mogła zarządzać swoim majątkiem, ale z czasem nabyła sobie prawo wyboru opiekuna do spraw majątkowych.

Uprzywilejowanie kobiet rzymskich wyrażało się również w tym, że mogły one bez przeszkód poruszać się po mieście, miały nawet swoje kluby i związki. Na przykład w Rzymie istniało stowarzyszenie „Conventus matronarum”, które odbywało narady w sprawach państwowych. Cesarz Heliogabal (204-222 n. e.) przemianował tę organizację na „mały senat” (senaculum) i panie roztrząsały tam błahe kwestie obyczajowe.

W I w. p. n. e. widzimy, że kobiety są świetnie zorientowane w polityce i biorą udział w różnych spiskach i intrygach.

W Rzymie podobnie jak w Grecji o wyborze męża decydował ojciec dziewczyny w porozumieniu z ojcem chłopca. Granica wieku upoważniająca do zawarcia małżeństwa była niska: od mężczyzny wymagano ukończonych 14 lat, a od dziewczyny 12. W praktyce granica ta była znacznie wyższa.

W Rzymie istniały dwie formy zawierania małżeństw:

  1. conventio in manum – tzn. – przejście kobiety pod władzę męża
  1. sine conventione in manum – bez przejścia pod władzę męża; nadal jej opiekunem pozostawał ojciec.

Zaślubiny poprzedzały zaręczyny. Wtedy dziewczyna samodzielnie składała przysięgę. Narzeczony wręczał przyszłej żonie monetę lub żelazny pierścionek. W przeddzień ślubu narzeczona składała w ofierze bóstwom swoje suknie i zabawki. Do domu męża wprowadzała dziewczynę pronuba – „starościna weselna”. Musiała to być kobieta o nieskazitelnych obyczajach, a przy tym univira tzn. która trwała w małżeństwie z jednym mężem. Ona pouczała dziewczynę, jak ta powinna zachować się w czasie nocy poślubnej. Zdarzało się, że pan młody nie chcąc współżyć z dziewicą, „oddawał” ją swojemu niewolnikowi, aby ten uwolnił go od tego przykrego obowiązku.

Młodzi małżonkowie jawnie wyrażali swoje uczucia i nie było to źle widziane. Znane są przykłady udanych związków, w których małżonkowie w latach starości byli dla siebie wsparciem.

W I w. n. e. Cesarz August alarmuje społeczeństwo rzymskie koniecznością naprawy obyczajów. Według niego zepsucie sieją kobiety, które szukają sobie kochanków, pławią się w zbytku, są nieskromne. Z powodu rozpusty i szerzenia niemoralności zostaje wygnany z Rzymu autor „Sztuki kochania” – Owidiusz.

Owa „Ars amandi” liczyła trzy księgi. Dwa pierwsze rozdziały przeznaczone są dla mężczyzn. Poeta radzi, jak zdobyć kobietę. Uważa, że każda kobieta jest do zdobycia. Trzecia księga to rady dla kobiet. Kobiety nie mają zdobywać, ale pozwolić się zdobyć. Ich główne zadanie to piękny wygląd i łatwość w zmianie partnerów. Owidiusz mówi, że kobieta powinna z chęcią oddawać się mężczyźnie, bo na starość nikt jej nie zechce.

Należy jednak zaznaczyć, że „Sztuka kochania” to poradnik flirtu, a nie seksu. Owidiusz sam się nazywa „praeceptor amoris”. Jako „nauczyciel miłości” prowadzi swoich „uczniów” do sypialni, ale przed drzwiami się zatrzymuje i dalej nie wchodzi.

Widzimy zatem, że kobiety rzymskie uczyniły duży krok do przodu w obronie swoich praw.

Z uzyskaniem rozwodu w czasach rzymskich nie był problemu. O rozwód mogła wystąpić także kobieta. Od II w. p. n. e. podawano zupełnie błahe powody rozwodów. Bywało, że zmieniano żony z powodów politycznych i dla rozwoju kariery.

W Rzymie kobiet było znacznie mniej niż mężczyzn. Język łaciński nie zna określenia „stara panna”.

Należy jeszcze wspomnieć o kapłankach Westy – bogini ogniska domowego. Kandydatki na westalki miały od 9 do 11 lat i wywodziły się ze szlachetnych rodów. Służba trwała 30 lat, a westalki musiały pozostać dziewicami. Westalka „przyłapana na zdradzie” była żywcem zamurowywana.

Hetery w Rzymie działały na podobnych zasadach, jak w Grecji. Warto jednak wspomnieć o tym, że domy publiczne płaciły roczny podatek. Z historii znane są nam Pompeje, w których archeolodzy odkopali pozostałości po domach publicznych. Pompeje jako miasto portowe odwiedzali ludzie różnych narodowości. Na ścianach tych budynków były namalowane sceny erotyczne, przedstawiające pozycje współżycia. Klient wybierał sobie usługę, z której chciał skorzystać i w ten sposób pozbywano się bariery językowej.

Więcej wiemy o antykoncepcji w Rzymie niż w Grecji. Stosowano wstrzemięźliwości seksualną, stosunek przerywany (coitus interruptus), oliwę z oliwek. Rzymianie wynaleźli też prezerwatywę zrobioną z koziego pęcherza. Lukrecjusz mówi o specjalnej technice kochania się. Kobieta ma tak poruszać biodrami, aby ejakulat lądował poza strefą zagrożenia.

Pliniusz tępił antykoncepcję, czyniąc wyjątek dla zbyt płodnych kobiet, zalecając im środki na obniżenie libido. Taka Rzymianka miała się „nasmarować mysimi odchodami”, co oczywiście odstraszało partnera.

Dioskurides Pedaniusz, autor „De materia medica”, radził, aby po stosunku umieścić w szyjce macicznej pieprz. Właśnie Dioskurides zaczął wyliczać „bezpieczne dni”. Gwarantował, że „bezpieczne stosunki” są pięć dni po menstruacji.

Najsłynniejszy ginekolog starożytności, Soranos z Efezu, oddzielił antykoncepcje od przerywania ciąży. Ostrzegał przed środkami doustnymi. Zalecał tampony dopochwowe z wełny, które były nasiąknięte oleistymi substancjami ( co osłabiało mobilność plemników) lub roztworami ściągającymi ( pod wpływem których następował skurcz szyjki macicy). Radził, aby kobieta cofała się przed nasieniem, by nie doszło do szyjki macicy, a potem miała wstać, kucnąć i kichać.

W Rzymie antykoncepcja i tak nie była potrzebna, gdyż przyrost naturalny pozostawiał wiele do życzenia. Miały na to wpływ trzy czynniki: ołów, którym Rzymianie otaczali się na co dzień (np. naczynia), alkoholizm oraz modne łaźnie rzymskie (gorąca kąpiel wpływa negatywnie na produkcję plemników).

   Marta Gordon

 

Udostępnij: Share on Facebook
Facebook
0Share on Google+
Google+
0Tweet about this on Twitter
Twitter
0
Administrator

Zostaw komentarz

Wpisz komentarz.
Podaj swoje imię.
Podaj swój adres email
Podaj poprawny adres email.

Kod zabezpieczający *